środa, 15 marca 2017

Rozdział 7 -Czyżby kacyk męczył?

 

-Ej Castillo !-Krzyknął Verdas kiedy zobaczył dziewczynę wchodząca do szkoły.Ta jednak chyba to nie słyszała albo udawała że go nie słyszy.
   -Castillo !-Podszedł bliżej- Ej Violetta !-Teraz zaczął za nią iść a ona bezczelnie udawała że go nie słyszy. Do momentu aż zaczął zagradzać jej drogę.
    -Violetta!-Zaczął ponownie
     -Chyba dziwko- Odpowiedziała zgryźliwie a on skrzywił się na tą nazwę.
     -Ile razy mam Cię za to przepraszać !
     -Ty Nic nie rozumiesz -Westchneła poirytowana
     -To..to mi to wyjaśnij! -Podniósł głos
     -Ja nie chce Cię znać,kiedy Ty to wreszcie zrozumiesz! Nie chce Ci niczego wybaczać,nie chce z Tobą rozmawiać.Chce żebyś dał mi święty spokój!
      -Ale powiedz mi czemu nawet nie chcesz mnie poznać?!
      -Uwierz mi że przez te kilka lat poznałam już wystarczająco,nie chce poznawać więcej. -Powiedziała szybko 
  -Kochanie  wszystko w porządku? -Nabrał kilka litrów do płuc kiedy te słowa padły z ust Whita który zjawił się błyskawicznie obok Castillo i objął ją ramieniem.Verdas za to nabrał  do płuc jeszcze więcej powietrza i poczerwieniał aż po cebulki włosów.
    -Porywamy go- Wtracił szybko Will i w kilka sekund otoczyła to cała jego drużyna która wyprowadziła go z budynku.
    -Trzymaj -W mgnieniu oka w jego ustach zjawił się papieros wepchny tam przez obrońcę Noaha Clarka i odpalony przez bramkarza Stevena Lawerence.
   -Mam pomysł -Odezwał się po chwili Clark -Starzy wyjeżdżają dzisiaj do domku letniskowego.Do rana wolna chata,robimy imprezę- Skończył a reszta od razu go poparła
Wszyscy musieli go na prawdę ostro pilnować bo jesli Wda się w choć jedną bójke to nie zagra w najbliższym meczu co byłoby jego największą porażką.
     -Zamierzam się dziś upić w trupa- Warknął Verdas a chłopcy poklepali go po ramieniu.
     -To będzie impreza roku!-Zawołał Seville i zaczął rozsyłać wiadomości do całej szkoły
     -Głąb ma zakaz wstępu,on ma zakaz wstępu na korytarz na którym ja się znajduje a co dopiero na naszą imprezę i ustalam to dla jego własnego dobra.-Warknął
     -A Castillo?
      -Castillo owszem ale bez swojego idiotycznego chłoptasia.Swoją drogą od kiedy oni są razem?
     -Od wczoraj -Wypalił Will -Widziałem ich jak wychodzili ze szkoły o trzymali się za ręce -Dodał a pomiędzy wszystkimi zapadła cisza którą przerwał Verdas
     -To do sklepu.Wódka się sama nie kupi -Powiedział i razem wsiedli do samochodu Verdasa który znacznie przekroczał prędkość co raczej nie było niczym nowym.

Było już grubo po pierwszej w nocy a imprezę u Clarka z każdą minutą coraz bardziej się rozkręcała.Juz nie potrafili policzyć ile butelek wódki kupili,wiedzieli tylko że stół ugina się już pod ciężarem trunków i jedzenia.
      - Leon -James pomógł pijanemu chłopakowi wstać- Już wystarczy- Zabrał mu butelkę którą brunet przytulał do piersi.
        -Nie -Ten zabrał mu z powrotem butelkę- Ja dopiero zaczynam.
       - Wiem że cie zabolało to dzisiaj ale..
       -Nie!-Podniósł głos -Nic mnie nie zabolało.Nie obchodzi mnie z kim migdali się Castillo,ona już dla mnie nie istnieje- Warknął 
         -Czyli oficjalny koniec z podrywaniem Castillo? 
        -Koniec.To już koniec-Westchnął i pociągnął z butelki kolejnego łyka.Kiedy tylko przyjaciel odszedł szybko dosiadły się do niego chearloderki,które również nie były w najlepszej kondycji.
      -Jak my jutro pójdziemy do szkoły w takim stanie? -Zachichotała jedną i oparła głowę o jego ramię.
    -Przestańcie- Machnął ręką -Przychodziłem do szkoły w gorszym stanie  
     -Zawsze wyglądasz świetnie,więc nigdy nie widzę kiedy jesteś na kacu -Zapewniła to szybko druga a on uśmiechnął się.
Nazajutrz połowa szkoły wyglądała jak chodzące Zombie.Niektorzy zmyli się trochę wcześniej a inni balowali do trzeciej nad ranem,przesłali kilka godzin i rano zjawili się w szkole.Verdas z kolegami przyszli dopiero na trzecią lekcję i wyglądało równie okropnie co reszta szkoły.Każdy z nich był niewyspany i każdego bolała głową.Jednak rekordzistą został sam Leon który wczoraj wypił więcej niż sam ważył a dzisiaj nie mógł doliczyć się tabletek na ból głowy które już zażył 
    Udało mu się już zasnąć na czwartej lekcji i spałby tak dalej gdyby nie dziewczęcydziewczęcy chichot tuż nad jego uchem 
     -Czyżby kacyk męczył ?-Zobaczył roześmianą od ucha do ucha Castillo siedząca przed nim 
      -Nie twoja sprawa -Odpowiedział jej i znowu usiłował zasnąć 
      -Panie Verdas- Usłyszał tym razem głos nauczycielki.
      -Widzę że wczoraj Pan nieźle zabalował ale nie musi Pan tego okazywać,jest Pan w szkole.Szkoła nie jest od spania- Warknęła nauczycielka i wróciła do tłumaczenia lekcji 

Brak komentarzy: