-Ej Castillo !-Krzyknął Verdas kiedy zobaczył dziewczynę wchodząca do szkoły.Ta jednak chyba to nie słyszała albo udawała że go nie słyszy.
-Castillo !-Podszedł bliżej- Ej Violetta !-Teraz zaczął za nią iść a ona bezczelnie udawała że go nie słyszy. Do momentu aż zaczął zagradzać jej drogę.
-Violetta!-Zaczął ponownie
-Chyba dziwko- Odpowiedziała zgryźliwie a on skrzywił się na tą nazwę.
-Ile razy mam Cię za to przepraszać !
-Ty Nic nie rozumiesz -Westchneła poirytowana
-To..to mi to wyjaśnij! -Podniósł głos
-Ja nie chce Cię znać,kiedy Ty to wreszcie zrozumiesz! Nie chce Ci niczego wybaczać,nie chce z Tobą rozmawiać.Chce żebyś dał mi święty spokój!
-Ale powiedz mi czemu nawet nie chcesz mnie poznać?!
-Uwierz mi że przez te kilka lat poznałam już wystarczająco,nie chce poznawać więcej. -Powiedziała szybko
-Kochanie wszystko w porządku? -Nabrał kilka litrów do płuc kiedy te słowa padły z ust Whita który zjawił się błyskawicznie obok Castillo i objął ją ramieniem.Verdas za to nabrał do płuc jeszcze więcej powietrza i poczerwieniał aż po cebulki włosów.
-Porywamy go- Wtracił szybko Will i w kilka sekund otoczyła to cała jego drużyna która wyprowadziła go z budynku.
-Trzymaj -W mgnieniu oka w jego ustach zjawił się papieros wepchny tam przez obrońcę Noaha Clarka i odpalony przez bramkarza Stevena Lawerence.
-Mam pomysł -Odezwał się po chwili Clark -Starzy wyjeżdżają dzisiaj do domku letniskowego.Do rana wolna chata,robimy imprezę- Skończył a reszta od razu go poparła
Wszyscy musieli go na prawdę ostro pilnować bo jesli Wda się w choć jedną bójke to nie zagra w najbliższym meczu co byłoby jego największą porażką.
-Zamierzam się dziś upić w trupa- Warknął Verdas a chłopcy poklepali go po ramieniu.
-To będzie impreza roku!-Zawołał Seville i zaczął rozsyłać wiadomości do całej szkoły
-Głąb ma zakaz wstępu,on ma zakaz wstępu na korytarz na którym ja się znajduje a co dopiero na naszą imprezę i ustalam to dla jego własnego dobra.-Warknął
-A Castillo?
-Castillo owszem ale bez swojego idiotycznego chłoptasia.Swoją drogą od kiedy oni są razem?
-Od wczoraj -Wypalił Will -Widziałem ich jak wychodzili ze szkoły o trzymali się za ręce -Dodał a pomiędzy wszystkimi zapadła cisza którą przerwał Verdas
-To do sklepu.Wódka się sama nie kupi -Powiedział i razem wsiedli do samochodu Verdasa który znacznie przekroczał prędkość co raczej nie było niczym nowym.
-Porywamy go- Wtracił szybko Will i w kilka sekund otoczyła to cała jego drużyna która wyprowadziła go z budynku.
-Trzymaj -W mgnieniu oka w jego ustach zjawił się papieros wepchny tam przez obrońcę Noaha Clarka i odpalony przez bramkarza Stevena Lawerence.
-Mam pomysł -Odezwał się po chwili Clark -Starzy wyjeżdżają dzisiaj do domku letniskowego.Do rana wolna chata,robimy imprezę- Skończył a reszta od razu go poparła
Wszyscy musieli go na prawdę ostro pilnować bo jesli Wda się w choć jedną bójke to nie zagra w najbliższym meczu co byłoby jego największą porażką.
-Zamierzam się dziś upić w trupa- Warknął Verdas a chłopcy poklepali go po ramieniu.
-To będzie impreza roku!-Zawołał Seville i zaczął rozsyłać wiadomości do całej szkoły
-Głąb ma zakaz wstępu,on ma zakaz wstępu na korytarz na którym ja się znajduje a co dopiero na naszą imprezę i ustalam to dla jego własnego dobra.-Warknął
-A Castillo?
-Castillo owszem ale bez swojego idiotycznego chłoptasia.Swoją drogą od kiedy oni są razem?
-Od wczoraj -Wypalił Will -Widziałem ich jak wychodzili ze szkoły o trzymali się za ręce -Dodał a pomiędzy wszystkimi zapadła cisza którą przerwał Verdas
-To do sklepu.Wódka się sama nie kupi -Powiedział i razem wsiedli do samochodu Verdasa który znacznie przekroczał prędkość co raczej nie było niczym nowym.
Było już grubo po pierwszej w nocy a imprezę u Clarka z każdą minutą coraz bardziej się rozkręcała.Juz nie potrafili policzyć ile butelek wódki kupili,wiedzieli tylko że stół ugina się już pod ciężarem trunków i jedzenia.
- Leon -James pomógł pijanemu chłopakowi wstać- Już wystarczy- Zabrał mu butelkę którą brunet przytulał do piersi.
-Nie -Ten zabrał mu z powrotem butelkę- Ja dopiero zaczynam.
- Wiem że cie zabolało to dzisiaj ale..
-Nie!-Podniósł głos -Nic mnie nie zabolało.Nie obchodzi mnie z kim migdali się Castillo,ona już dla mnie nie istnieje- Warknął
-Czyli oficjalny koniec z podrywaniem Castillo?
-Koniec.To już koniec-Westchnął i pociągnął z butelki kolejnego łyka.Kiedy tylko przyjaciel odszedł szybko dosiadły się do niego chearloderki,które również nie były w najlepszej kondycji.
-Jak my jutro pójdziemy do szkoły w takim stanie? -Zachichotała jedną i oparła głowę o jego ramię.
-Przestańcie- Machnął ręką -Przychodziłem do szkoły w gorszym stanie
-Zawsze wyglądasz świetnie,więc nigdy nie widzę kiedy jesteś na kacu -Zapewniła to szybko druga a on uśmiechnął się.
Nazajutrz połowa szkoły wyglądała jak chodzące Zombie.Niektorzy zmyli się trochę wcześniej a inni balowali do trzeciej nad ranem,przesłali kilka godzin i rano zjawili się w szkole.Verdas z kolegami przyszli dopiero na trzecią lekcję i wyglądało równie okropnie co reszta szkoły.Każdy z nich był niewyspany i każdego bolała głową.Jednak rekordzistą został sam Leon który wczoraj wypił więcej niż sam ważył a dzisiaj nie mógł doliczyć się tabletek na ból głowy które już zażył
Udało mu się już zasnąć na czwartej lekcji i spałby tak dalej gdyby nie dziewczęcydziewczęcy chichot tuż nad jego uchem
-Czyżby kacyk męczył ?-Zobaczył roześmianą od ucha do ucha Castillo siedząca przed nim
-Nie twoja sprawa -Odpowiedział jej i znowu usiłował zasnąć
-Panie Verdas- Usłyszał tym razem głos nauczycielki.
-Widzę że wczoraj Pan nieźle zabalował ale nie musi Pan tego okazywać,jest Pan w szkole.Szkoła nie jest od spania- Warknęła nauczycielka i wróciła do tłumaczenia lekcji

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz