czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 10 "Narzeczona potwora"

Wypił jeszcze kilka kieliszków wódki i poszedł do pokoju gościnnego gdzie zamierzał spać.Było grubo po północy a jego brata jeszcze nie było.Co prawda mówił że spotkanie może sie przedlużyc ale żeby aż o tyle godzin? Wykąpał się i już miał się kłaść kiedy z pokoju obok usłyszał krzyk Violetty.Z prędkością światła poderwał się z łóżka i pobiegł do jej sypialni.Nadal krzyczała a po jej policzkach pływały łzy.Miała zły sen
Podszedł do niej i delikatnie poruszył jej ramieniem.Zaczęła się budzić.
    -Już,spokojnie -Przytulił ją do siebie
Martwił się o nią.Może na prawdę po raz pierwszy w życiu się zakochał.Wkraczał na kompletnie nieznane wody.Przeważnie tylko sypiał z kobietami albo..albo? Nie było żadnego "albo",tylko i wyłącznie z nimi sypiał.Nie chciał,a nawet nie potrafił zaangażować się w coś bardziej.
      -Przepraszam,obudziłam Cię -Westchnęła i wytarła twarz
      -Nic nie szkodzi-Westchnął i podszedl do siebie.Tak po prostu odszedł

Obudził to dźwięk otwieranych o piątej rano drzwi,sam musiał wstać wcześnie aby wrócić do domu,zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i wrócić do pracy
Mimo tego był zdziwiony że Jego brat wrócił dopiero nad ranem do domu.Gdzie on był tyle czasu?
   -Gdzie byłeś tyle czasu? -Zapytał co kiedy robił sobie kawę
Wyglądał dziwnie.On gdyby miał całą noc siedzieć w pracy na jakiejś durnej konferencji do piątej rano,wróciłby wściekły i jedyne czego by chciał to położyć się do łóżka.Tymczasem Brady tryskał radością z co najmniej kilometra
     -Konferencja się przeciągnęła -Wyjaśnił- Dzięki że zostałeś.Nie musiałeś
    -Wiesz,moim zdaniem powinieneś więcej czasu przebywać w domu.Violetta jest wyraźnie samotna -Powiedziałem
     -A co jeszcze Ci powiedziała? -Zapytał a w jego oczach zobaczył coś czego jeszcze nigdy nie widział,sam nie wiedzial co to dokładnie było
     -Nic,po prostu widać że ciężko jej siedzieć samej w tym domu
      -Masz rację,zaniedbalem ją ostatnio -Westchnął -Ale to dlatego że chce przyśpieszyć przyjęcie zaręczynowe.Już za tydzień ogromna sala,ponad trzysta osób,miało  być dopiero za miesiąc ale udało mi się to załatwić
    -To dobrze -westchnął
    -Leon,wszystko w porządku?Strasznie zbladłeś -spojrzał na niego podejrzliwie  
    -Tak,boli mnie trochę głowa,zaraz  muszę jechać do pracy
   -Jesteś pracoholikiem,znajdź sobie kogoś może wtedy odezwiesz się od tej pracy
    -Nie chcę miec nikogo -Powiedziałem.Nie chce mieć nikogo już ona
        -Dobra,jak chcesz -Powiedział-Miłej pracy
     

  Po obiedzie który zrobiła Brady'emu,pierwszy raz odckilju miesięcy poczuła się znowu przez niego kochana.Może coś zrozumiał? Mijał już drugi dzień a on ani razu nie zamknął jej w piwnicy i ani razu nie podniósł na nią ręki.Może znowu wrócił tamten Brady,którego poznała w kawiarni.Miły i romantyczny,tak jak jego brat Leon.
Kolejnym zaskoczeniem było to że powiedział jej że chce spędzić z nią resztę tego dnia.Dal jej czas aby mogla się pomalować i ubrać i pojechali o galerii w której Tak dawno nie była
    -Chciałbym żebyś wybrała sobie sukienkę na przyjecie zaręczynowe -Powiedział jej
      -Ale to dopiero za miesiąc -Powiedziała
Miesiąc,jeszcze miesiąc i już nie bedzie miał a wyjścia,bo  końcu obieca mu przed trzystoma osobami że zostanie jego żoną i wtedy już nie będzie  odwrotu
Jeśli miała być szczera to poważnie zastanawiala się czy nie załatwić lewego paszportu i zwiac za granicę.Pewnie od razu zerwała by te zaręczyny po pierwszym uderzeniu jakie dostała od Verdasa,ale on wie zbyt dużo o jej przyszłości i zbyt dużo pomaga jej rodzinie ktora gdyby nie on wylądowała by na ulicy
        -Owszem,miało być za miesiąc.Ale odbędzie się za tydzień -Powiedział a ona zrobiła zawiedziona minę.Co? Jak To? Tydzień?
        - Ale.. Ale przecież..-Zaczeła się jąkac
       -Cichutko,spokojnie,wszystko już jest przygotowane.Nie cieszysz się?
        -Cieszę- Sklamała i spuściła głowę w dół.Jeszcze tydzień a stanie się oficjalną narzeczoną potwora


Zaczęła się coraz bardziej bac,że jak tylko ogloszą oficjalnie swoje zareczyny to zacznie być Jeszcze gorzej niż jest teraz
Zeszła po cichu na dół w nadziei że jej narzeczonego nie Bedzie już w domu.Niestety myliła się,bo ten siedział w jadalni przy stole i czytal gazetę
    -Violetta -Warknął.Zacisnęła powieki i odwrocila się w jego stronę
     -Powiedz mi,czy Ty jesteś aż taka głupia czy tylko udajesz? -Wstał od  stołu
     -Ale..-Zaczęła się tłumaczyć czy bardzo go zdenerwowała bo uderzył pięścią w stół
     -Którą jest godzina?!
      -No..-Spojrzała na zegarek -Szósta rano-Przełkneła ślinę spodziewając się najgorszego 
      -Właśnie! Więc dlaczego,jeszcze nie mam kawy i śniadania na stole?! -Ponownie uderzył pięścią w stół
     -Przepraszam...myslalam że..
     -Myślałaś? Ty? Ty nie myślisz? Dla mnie zawsze pozostaniesz dziwką ktorą wyciągnąłem z burdelu!  -Poszedł do niej i uderzył ją w twarz.Prawy policzek piekł ją niemiłosiernie a ona upadła na podłogę
 Usłyszała jego śmiech 
          -Pewnie myślałaś że jak przyspieszylem zaręczyny to możesz wszystko ?!-Ponownie się Zaśmiał -Jeśli Ci coś nie pasuje,zawsze możesz wrócić z rodzinką na ulicę- Trzasnął drzwiami i wyszedł z domu zostawiając ją zapłakaną na ulicy
      

Brak komentarzy: